DLACZEGO ZAŁOŻYŁAM TEGO BLOGA I O CZYM ON BĘDZIE

     Witam Was serdecznie.

 Mam na imię Kasia. Jest to moja druga próba stworzenia miejsca ... Mojego miejsca, w którym będę mogła dzielić się z Wami wszystkim o "kręceniu" naturalnych kosmetyków oraz o ich składnikach. Chcę zachęcić Was do próbowania swoich sił w tym temacie.

Wiele  lat temu mój znajomy od czasu do czasu pomagał w (małej jak na tamte czasy) firmie kosmetycznej. Fascynowały mnie jego opowieści o tym jak tworzy się kosmetyki. Po powrocie do Polski przez ponad miesiąc szukałam informacji o tym jak robi się naturalne mydło. Wręcz obsesyjnie (słowa mojego Małża).W międzyczasie okazało się,że moja Córa ma uczulenie na niektóre detergenty. Byłam bardzo zmotywowana. Jak wiemy w tam tych czasach net był drogi,a przepływ danych wolny. Z polskich stron znalazłam bardzo mało,a z niemieckich parę.  Jednak niepoddałam się i zaczęłam "kopać" w angielskojęzycznych. I to był strzał w dziesiątkę. Znalazłam dużo podstaw. Zaczęłam robić mydła.  Było to dla mnie wyzwalające i bardzo przyjemne. Małż twierdził,iż czyni mnie to szczęśliwą. Nie mylił się.  Chemia za tym i ta niewiadoma co z tego wyjdzie. To było dla mnie coś. Robiłam mydła na użytek własny. Po jakimś czasie zaczęłam robić też kule do kąpieli dla Córy i siebie. I tak to trwało przez jakiś czas. Po trzech latach pomyślałam, że byłby to fajny pomysł na swój biznes. Coś co robisz z pasją. Jednak szybko przestałam tak myśleć. W tamtym czasie badania kosztowały miliony monet. Podejrzewam, że gdybym się nie poddała dziś byłabym w innym miejscu. Poza tym znajomy cioci Małża zniechęcił mnie skutecznie. I przestałam. Na rynku zaczęły pojawiać się nowości dla wrażliwców. Więc...

   Prowadziłam też bloga (u babci na strychu). W tym czasie poznałam Mineralną Kasię(pozdrawiam Cię serdecznie). Dzięki niej nauczyłam się robić balsamy.  Przy którejś z naszych rozmów o firmach z naturalnymi kosmetykami Kasia wspomniała o tym,że chciałaby zrobić masło o takiej konsystencji jaką ma The Body Shop. Mnie wtedy interesowała idea szamponu w kostce z Lush. Kosmetyki były trudno dostępne. Dumałam i dumałam i kombinowałam i eksperymentowałam... prawie cztery miesiące. Szampony z Lush były wtedy na SLS. Wymyśliłam sobie,że będzie naturalny, łagodny,dobrze dostosowany do większości rodzajów włosów. Udało się. Możecie poczytać o nim w 285 -tym poście na blogu U Babci Na Strychu

  Potem ówczesnego bloga przeniosłam na Instagram. Działał pod tą samą nazwą co wyżej wymieniony. Pisałam go przez parę lat. Jednak skupiłam się na testowaniu gotowych i kupnych kosmetyków. Mój zapał do "kręcenia" swoich kosmetyków gdzieś się zagubił. Długo nie wracałam do tego tematu. Gromada kupionych powiększała się w zastraszającym tempie. Miałam taką rutynę: kupowałam i oddawałam (rodzinie,znajomym). Do dziś mamy w domu sporo,ale na pewno o wiele mniej niż jeszcze dwa lata temu. W obecnym czasie kupuję już te które na prawdę są mi potrzebne.

W zeszłym roku po sytuacji mobbingowej w pracy byłam prawie w rozsypce. Jako osoba z zaburzeniem depresyjno lękowym i cptsd przeżyłam to dość mocno. Nie mogłam jeść,spać i funkcjonować w miarę normalnie. Męczyłam się prawie dwa miesiące.  Mój Małż skierował moje myśli (ponownie) w stronę mojego dawnego hobby. I to mi pomogło. Od ponad roku na nowo zaczęłam zbierać informacje,oglądać YouTube, uczyć się,tworzyć receptury. W kwietniu zrobiłam pierwszy balsam. Taki podstawowy. Nic wymyślnego. Tylko olej bazowy,woda i emulgator. Sprawdzając czy jeszcze pamiętam.  Potem przez parę tygodni układałam swoją wymarzoną ( tak mi się tylko zdawało) rozbudowaną recepturę. Próbowałam też zrobić. Nieobyło się bez małych wpadek. Problemem jest to,że niezapisywałam kolejnych kroków i ile daję gumy xantanowej do jakiej ilości gliceryny ( w późniejszych postach to wyjaśnię). Dwa razy uzyskałam zadowalającą mnie konsystencji balsamu,ale znów zapomniałam zapisać. Nic to... kto nie próbuje - nic nieosiąga...

 Zrobiłam też parę mydełek z bazy mydlanej. Od razu kombinowałam, żeby były wymyślne. Wyszły tak jak chciałam,a nawet trochę lepiej. Dopiero w sierpniu tego roku zrobiłam pierwsze mydła metodą na zimno. Niby łatwo,ale nie do końca. Wymyśliłam sobie mydło a'la Aleppo.  Takie podkręcone z: mlekiem kozim,miodem i 20% olejem laurowym. Koniec końców wyszło, jednak połączyłam wszystko w trochę zbyt wysokiej temperaturze i odrobinę za długo blendowałam. No cóż, jak się mydli po tak długim czasie jak ja i ma się dziury w głowie ( mentalne), tak wychodzi. Owe mydło zżelowało cudnie,dojrzało dobrze i pieni się ( nie wysusza skóry). Cud jak na pierwsze mydło po latach...
 
Zrobiłam jeszcze trzy mydła: z miodem i śmietanką kokosową bez zapachu ( jest cudne), na ługu z soku aloesowego z dodatkiem cukru i mleka kokosowego ( to wykipiało bo dałam za dużo syropu cukrowego ) o zapachu ciasta dyniowego, na drugi dzień zrobiłam to samo tyle że z o wiele mniejszą ilością syropu ( i to wyszło fajne,ale jeszcze nie mogę wiele powiedzieć - będzie gotowe pod koniec przyszłego tygodnia). 

W planach mam robienie mydła chociaż raz na dwa tygodnie,czyli dwa razy w miesiącu. Chcę doskonalić swoje umiejętności i testować nowe receptury. Chcę też posprawdzać  "kilka" kombinacji zapachowych. Na "dziwne " czynności  jeszcze przyjdzie czas. Mam na myśli kolory i esy floresy na mydłach.

Chciałaby też z tego bloga zrobić małą encyklopedię. Jeszcze nie do końca wiem co i jak,ale myślę,że wyjdzie w praniu.

Tak więc zapraszam Was na mojego bloga i witam serdecznie.

XOXO Cathy

P.S. Kto wie ten wie... 😉

P.S. 2. Dlaczego w adresie strony Lucie ? Dla upamiętnienia pewnej wspaniałej osoby której już nie ma.

        

Komentarze

Popularne posty